Pomysł na MAMY do pogadania powstał 4 lata temu.
Choć pierwszy wpis widnieje z datą 23 kwietnia 2013 roku, blog założyłam pod koniec 2012.
Tak naprawdę MAMY do pogadania już wówczas miały być realnym miejscem, klubem dla mam, które mają coś do powiedzenia, jednak jak większość moich pomysłów z okresu kiedy byłam zakompleksioną, pełną niewiary w siebie dziewczyną, utknął w tej przysłowiowej szufladzie.
klniemy, wyzywamy, prawimy morały
Pomysł zaczął kiełkować od momentu, kiedy po raz drugi zostałam mamą. Jak już opadły emocje związane z porodem, zapragnęłam wychodzić, poznawać inne mamy, rozmawiać z nimi o swoich chwilach szczęścia, przemyśleniach i niedoskonałościach dnia codziennego.
Niestety oprócz pomysłu nie miałam nic, więc miejsce powstało tylko wirtualnie.
Co prawda w międzyczasie pojawiła się firma Mama od Rana.
Kto mnie zna, wie, że był to m.in. pomysł na wypożyczanie zabawek. Niestety ze względu na polskie prawo i obwarowania dotacji, dopiero po roku mogłabym prowadzić to zgodnie z zasadami jakie obmyśliłam ( w Polsce nie było wówczas - i chyba nadal nie ma - usługi wymiany i mogłabym robić to tylko na zasadach komisu, a zgodnie z warunkami dotacji, którą otrzymałam na moja działalność, nie mogłam prowadzić usług komisowych:(
Firma przetrwała więc konieczny okres, ale o mało co, nie przetrwałoby moje małżeństwo, więc wówczas najlepszym rozwiązaniem było zakończyć. Firmę oczywiście:)
Najwidoczniej nie był to jeszcze ten czas.
Później było mnóstwo kolejnych pomysłów na drodze do celu, ale ciągle tego celu nie umiałam dostrzec.
Jakiś czas temu poznałam Paulinę Szallę. Jak to się mówi - przypadkiem, choć jak zapewne wiecie - przypadki nie istnieją, bo choć życie to jeden wielki zbieg okoliczności, nic nie dzieje się przypadkiem, Wszystko jest kwestią wiary w zdarzenia, które mają sprawić, że w konsekwencji poczujemy szczęście
"...bo od wiary się zaczyna
reszta to
SKUTEK i jego przyczyna...."
Z Pauliną poznałyśmy się na zajęciach muzycznych naszych córek.
Pamiętam, że choć mimo tego, że pierwszy raz całą lekcję przesiedziałyśmy obok siebie z minami resetującymi cały nasz poprzedni tydzień zmagań z przeciwnościami losu, po kilku słowach wymienionych na koniec, wiedziałam, że to początek niezwykłej znajomości.
"Zaryzykowałam" i pewnego dnia przeczytałam, ba - nawet zaśpiewałam jej jeden wiersz.
Zrobiło to na niej niesamowite wrażenie. Zaczęła malować grafiki do moich utworów i tak powstał pomysł na "7 wierszy, które budzą serca".
Bo już wiem, że te wiersze budzą do działania.
Potem była Marzena Szkodzińska. Szukałam blogerki, z którą mogłabym współpracować w ramach promocji firmy, dla której pracuję - Masarni Władysławowo Zawistowski. Spotkałyśmy się i już pierwszego dnia miałyśmy wrażenie, że znamy się całe wieki. Tak zaczęła się moja współpraca z blogiem Kulinarna Maniusia, ale też nasze pogaduchy. Powrócił temat książki kucharskiej, który pojawił się przy okazji znajomości z kolejną niezwykłą osobą z mojego życia - Jadwigą Smolińską, którą poznałam pół roku wcześniej.
Jadzia dała mi mnóstwo wiary na początek. Jej łzy wzruszenia, po tym jak przeczytałam jej wiersz Kwiatki na dzień Matki, były dla mnie zapalnikiem do działania.
Opowiedziałam jej wówczas o moim blogu, jaki założyłam w 2013 roku - RYMYjemy.
Założyłam go, bo okazało się że równie lekko potrafię pisać rymem o jedzeniu, a tego jeszcze nie było:) Dosłownie założyłam, bo widnieje tam tylko kilka wpisów.
Chyba więcej rymem pisanych przepisów znajdziecie na Mamy do pogadania, jak np. najchętniej odwiedzany, czyli ZUPA z GWOŹDZIA.
Powstał pomysł "Jadzia gotuje, Viola rymuje". Cały czas pomysł ewaluuje. Już wiem, że książka będzie - nieco inna jak w pierwotnym pomyśle, ale na pewno będzie niezwykła, bo współtworzą ją również Paulina i Marzena.
Od początku wiedziałam, że musimy zrobić coś razem i tak powstał pomysł na założenie stowarzyszenia. Zaczęłam szukać lokalu. Chciałam w ciemno wynająć takie przytulne miejsce przy Dworcowej na naszą pierwszą pracownię, Jednak to jeszcze nie był ten czas. No tak - zebrało się nas się tylko 3, a do "prawdziwego" stowarzyszenia potrzeba 7 osób.
W międzyczasie zrobiłyśmy więc pierwsze spotkanie dla kobiet z pasją, w SIÓDMYM NIEBIE, barze kolejnej niezwykłej dziewczyny Ani Kryspin. Był warsztat motywacyjny, było pieczenie chleba, robienie kanapek, a przede wszystkim pogaduchy i wiersze...już nie do szuflady.
Powstała też Półka na anioły.
Nazwałyśmy to CUDowne czwartki, czyli coś dla Ciała, dla Umysłu i dla Ducha.
Dokładnie 8 września zrobiłyśmy pierwsze spotkanie. Jak na razie jedyne.
Troszkę za bardzo zajęte jesteśmy życiem 3D, ale wiem, że w końcu zaczniemy to robić pełną parą.
Niedawno powstał w Bydgoszczy KOBIEKTYW. Podobne warsztaty chciałyśmy robić w ramach naszych CUDownych spotkań w Siódmym Niebie.
Super, że takie miejsca powstają. Niech powstają. Musi być ich na tyle dużo, by pomieściły wszystkie kobiety z pasją. A jest nas naprawdę dużo. Trzeba nas tylko odnaleźć.
Już teraz wiem, że pomysły to takie "myśloksztaty" które krążą wśród nas jako energia.
I wcale nie chodzi o to, że kto pierwszy, ten lepszy, chodzi o to, żeby je zmaterializować.
Na pomysł żarówki wpadło w tym samym czasie kilka osób, ale tylko o Edison wspominamy.
"Tak już jest na tym świecie, że historię piszą zwycięzcy, a za wynalazcę czy odkrywcę uznawany jest nie ten, kto faktycznie odkrył coś jako pierwszy, ale ten, kto pierwszy ogłosił to światu lub zdobył stosowny patent."
A ja do dodam - i nic nie szkodzi.
Bo chodzi o to, że ludzkość zrobiła kolejny krok.
Jak to zrozumiałam, pojawiły się kolejne osoby. I tak poznałam Artura Jakubowskiego, który zorganizował dla mnie wieczór poetycki "Zmysły targane", Jurka Paterskiego, który zaprosił mnie i moje wiersze do udziału w swoim koncercie "Jurek Paterski i goście",
a przede wszystkim dziewczyny z Gazety Pomorskiej - Gosię Streich i Iwonę Woźniak, bo dzięki nim ożyła we mnie fascynacja do działania!
Choć pierwszy wpis widnieje z datą 23 kwietnia 2013 roku, blog założyłam pod koniec 2012.
Tak naprawdę MAMY do pogadania już wówczas miały być realnym miejscem, klubem dla mam, które mają coś do powiedzenia, jednak jak większość moich pomysłów z okresu kiedy byłam zakompleksioną, pełną niewiary w siebie dziewczyną, utknął w tej przysłowiowej szufladzie.
"Mieć
do pogadania prawie zawsze mamy
tylko
że zazwyczaj do siebie gadamy
w
łazience przed lustrem
rano
stojąc w korku
narzekamy
na codzienność
kupując kota w worku
klniemy, wyzywamy, prawimy morały
żalimy
się sobie na świat niedoskonały
na
dzień który minął
na
małżonka swego
na
światło czerwone
Pomysł zaczął kiełkować od momentu, kiedy po raz drugi zostałam mamą. Jak już opadły emocje związane z porodem, zapragnęłam wychodzić, poznawać inne mamy, rozmawiać z nimi o swoich chwilach szczęścia, przemyśleniach i niedoskonałościach dnia codziennego.
Niestety oprócz pomysłu nie miałam nic, więc miejsce powstało tylko wirtualnie.
Co prawda w międzyczasie pojawiła się firma Mama od Rana.
Kto mnie zna, wie, że był to m.in. pomysł na wypożyczanie zabawek. Niestety ze względu na polskie prawo i obwarowania dotacji, dopiero po roku mogłabym prowadzić to zgodnie z zasadami jakie obmyśliłam ( w Polsce nie było wówczas - i chyba nadal nie ma - usługi wymiany i mogłabym robić to tylko na zasadach komisu, a zgodnie z warunkami dotacji, którą otrzymałam na moja działalność, nie mogłam prowadzić usług komisowych:(
Firma przetrwała więc konieczny okres, ale o mało co, nie przetrwałoby moje małżeństwo, więc wówczas najlepszym rozwiązaniem było zakończyć. Firmę oczywiście:)
Najwidoczniej nie był to jeszcze ten czas.
Później było mnóstwo kolejnych pomysłów na drodze do celu, ale ciągle tego celu nie umiałam dostrzec.
Jakiś czas temu poznałam Paulinę Szallę. Jak to się mówi - przypadkiem, choć jak zapewne wiecie - przypadki nie istnieją, bo choć życie to jeden wielki zbieg okoliczności, nic nie dzieje się przypadkiem, Wszystko jest kwestią wiary w zdarzenia, które mają sprawić, że w konsekwencji poczujemy szczęście
![]() |
grafika: Paulina Szalla Wszelkie prawa zastrzeżone. |
"...bo od wiary się zaczyna
reszta to
SKUTEK i jego przyczyna...."
Z Pauliną poznałyśmy się na zajęciach muzycznych naszych córek.
Pamiętam, że choć mimo tego, że pierwszy raz całą lekcję przesiedziałyśmy obok siebie z minami resetującymi cały nasz poprzedni tydzień zmagań z przeciwnościami losu, po kilku słowach wymienionych na koniec, wiedziałam, że to początek niezwykłej znajomości.
"Zaryzykowałam" i pewnego dnia przeczytałam, ba - nawet zaśpiewałam jej jeden wiersz.
Zrobiło to na niej niesamowite wrażenie. Zaczęła malować grafiki do moich utworów i tak powstał pomysł na "7 wierszy, które budzą serca".
Bo już wiem, że te wiersze budzą do działania.
"Wstań i podejmij wyzwanie
Niech teraz tu się stanie
Niech tu się stanie teraz
To ty wybierasz
Czy chcesz dalej żyć w przeszłości przestrzeni
Czy czas już to zmienić"
Jadzia dała mi mnóstwo wiary na początek. Jej łzy wzruszenia, po tym jak przeczytałam jej wiersz Kwiatki na dzień Matki, były dla mnie zapalnikiem do działania.
Opowiedziałam jej wówczas o moim blogu, jaki założyłam w 2013 roku - RYMYjemy.
Założyłam go, bo okazało się że równie lekko potrafię pisać rymem o jedzeniu, a tego jeszcze nie było:) Dosłownie założyłam, bo widnieje tam tylko kilka wpisów.
Chyba więcej rymem pisanych przepisów znajdziecie na Mamy do pogadania, jak np. najchętniej odwiedzany, czyli ZUPA z GWOŹDZIA.
Powstał pomysł "Jadzia gotuje, Viola rymuje". Cały czas pomysł ewaluuje. Już wiem, że książka będzie - nieco inna jak w pierwotnym pomyśle, ale na pewno będzie niezwykła, bo współtworzą ją również Paulina i Marzena.
Od początku wiedziałam, że musimy zrobić coś razem i tak powstał pomysł na założenie stowarzyszenia. Zaczęłam szukać lokalu. Chciałam w ciemno wynająć takie przytulne miejsce przy Dworcowej na naszą pierwszą pracownię, Jednak to jeszcze nie był ten czas. No tak - zebrało się nas się tylko 3, a do "prawdziwego" stowarzyszenia potrzeba 7 osób.
W międzyczasie zrobiłyśmy więc pierwsze spotkanie dla kobiet z pasją, w SIÓDMYM NIEBIE, barze kolejnej niezwykłej dziewczyny Ani Kryspin. Był warsztat motywacyjny, było pieczenie chleba, robienie kanapek, a przede wszystkim pogaduchy i wiersze...już nie do szuflady.
Powstała też Półka na anioły.
Nazwałyśmy to CUDowne czwartki, czyli coś dla Ciała, dla Umysłu i dla Ducha.
Dokładnie 8 września zrobiłyśmy pierwsze spotkanie. Jak na razie jedyne.
Troszkę za bardzo zajęte jesteśmy życiem 3D, ale wiem, że w końcu zaczniemy to robić pełną parą.
Niedawno powstał w Bydgoszczy KOBIEKTYW. Podobne warsztaty chciałyśmy robić w ramach naszych CUDownych spotkań w Siódmym Niebie.
Super, że takie miejsca powstają. Niech powstają. Musi być ich na tyle dużo, by pomieściły wszystkie kobiety z pasją. A jest nas naprawdę dużo. Trzeba nas tylko odnaleźć.
Już teraz wiem, że pomysły to takie "myśloksztaty" które krążą wśród nas jako energia.
I wcale nie chodzi o to, że kto pierwszy, ten lepszy, chodzi o to, żeby je zmaterializować.
Na pomysł żarówki wpadło w tym samym czasie kilka osób, ale tylko o Edison wspominamy.
"Tak już jest na tym świecie, że historię piszą zwycięzcy, a za wynalazcę czy odkrywcę uznawany jest nie ten, kto faktycznie odkrył coś jako pierwszy, ale ten, kto pierwszy ogłosił to światu lub zdobył stosowny patent."
A ja do dodam - i nic nie szkodzi.
Bo chodzi o to, że ludzkość zrobiła kolejny krok.
W poprzedniej firmie byłam na takim szkoleniu, gdzie pokazano nam filmik. Na jakimś wzgórzu zaczął tańczyć pewien chłopak. Wszyscy siedzieli. Wyglądało to trochę dziwnie, wręcz komicznie. Ale po chwili dołączyły kolejne dziewczyny, a potem kolejni ludzie, i kolejni. Wkrótce tańczyło całe wzgórze.
Teraz już wiem, że to bez różnicy, czy będziesz tańczącym chłopakiem, czy dziewczyną, która dołączy.
Najważniejsze, by tańczyło całe wzgórze.
"...więc wstań proszę i rozpocznij działanie
Wystarczy że innym wyrazisz swe zdanie
Ktoś musi być pierwszy ktoś drugi ktoś trzeci
A potem już wszystko samo poleci..."
Jak to zrozumiałam, pojawiły się kolejne osoby. I tak poznałam Artura Jakubowskiego, który zorganizował dla mnie wieczór poetycki "Zmysły targane", Jurka Paterskiego, który zaprosił mnie i moje wiersze do udziału w swoim koncercie "Jurek Paterski i goście",
a przede wszystkim dziewczyny z Gazety Pomorskiej - Gosię Streich i Iwonę Woźniak, bo dzięki nim ożyła we mnie fascynacja do działania!
Fajna historia :) Trzymam kciuki za rozwój bloga!
OdpowiedzUsuń