sobota, 27 kwietnia 2013

Wyróżnienie The Versatile Blogger

Jak się bawić, to się bawić, więc skoro zostałam zaproszona do zabawy - to chętnie wezmę w jej udział!

Przede wszystkim serdecznie dziękuję za wyróżnienie - dostrzegła mnie gdzieś w sieci blogująca mama Magda M - serdecznie zapraszam na jej bloga  - http://mamablogujepl.blogspot.com/
- jestem naprawdę mile zaskoczona, a oto moje wyróżnienie:



Zgodnie z zasadami, w podziękowaniu za wyróżnienie, każdy blogger zobowiązuje się do spełnienia poniższych punktów - przyznam, że nie cierpię słowa zobowiązanie. ale z racji, że to zabawa - potraktuję to z przymrużeniem oka - chętnie biorę udział i wypełniam swoje zobowiązanie;)


1. Podziękować Nominującemu blogowi u niego na blogu - DONE

2. Pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu - ABOVE

3. Ujawnić 7 faktów dotyczących siebie - BELOW

4. Nominować 15 blogów, które jego zdaniem zasługują na wyróżnienie - BELOW



hmmm...coś o sobie - nie byłabym sobą gdybym nie zrymowała;)

1. Zawsze tak miałam, że łatwo rymowałam i choć rymowanie to nie wierszy pisanie, wymyśliłam sobie, że rymami świat ozdobię:)

2. Jestem taka mama od rana - lecz nie wstaję z rana, bo jestem niewyspana:) Mam syna 14-letnego i córkę dużo młodszą od niego. Syna Kubą nazywamy - wszyscy bardzo go kochamy. Viki córcia ma 2 latka -  pomysłowa jak jej matka:)

3. Kiedyś ciężko pracowałam, lecz się bardzo stresowałam - swój biznesik otworzyłam i choć mało zarobiłam w końcu jestem zadowolona, bo jako mama jestem spełniona.

4. Kolor mój ulubiony to czerwony.

5. Ulubiona zupa - pomidorowa - w moim wydaniu - zawsze smaczna i zdrowa!

6. Bardzo lubię góry nasze - jedziemy sobie tam czasem, a jakbym kasy dużo miała na zawsze bym tam zamieszkała

7. W życiu staram się myśleć pozytywnie, choć nasze życie coraz bardziej dziwne. Jedno jest pewne - tak w życiu mamy, jak sami sobie to wyobrażamy:) 


a teraz nominacje:



blogi na które zajrzałam i które bardzo mi się spodobały 


No cóż - pozostaje mi zaprosić Was do dalszej zabawy !



piątek, 26 kwietnia 2013

Zjadłam zupę swojej córki:(

Wczoraj przeszłam samą siebie:)
Jak już wspominałam Viki chodzi do takiego mini przedszkola - przedszkole dosłownie mini, bo ciocia Kasia opiekuje się tylko 5 dzieci - tak naprawdę to kącik opieki, ale ja wolę nazywać to przedszkolem. Polubiłyśmy się z ciocią Kasią i czasem i ja tam przesiaduję - jak przychodzę wcześniej po moją córcię, to i tak siedzę tam, aż do odbioru ostatniego dziecka. 

Tak właśnie było wczoraj. Przyszłam prędzej, siedziałyśmy sobie w ogródku. Jak przyszłą mama po Marcela, to Viki nagle zachciało się wszystkiego. Stwierdziła nawet, że chce zupę, więc wróciłyśmy do środka i Kasia podgrzała jej zupę - pomidorową. Ale jak tylko Viki zaczęła jeść, to uznała, że jednak chce mleko. Zrobiłam więc jej mleko, a sama zaproponowałam, że może ja zjem tę zupę - po pierwsze uwielbiam pomidorową, po drugie jestem przeciwniczką wyrzucania jedzenia, a po trzecie - zwyczajnie zgłodniałam na widok pełnej miski;)


Ze smakiem zjadłam więc całą zupę. Viki tymczasem wypiła mleko, weszła do "kuchni" i oświadczyła - "teraz chcę zupę". Moja mina - bezcenna - jedno przeleciało mi przez głowę - jejku, ja ja jestem okropna - zjadłam dziecku zupę! Na szczęście chęć zjedzenia przez nią zupy nie była podyktowana głodem i już po chwili o niej zapomniałam....a ja - więcej nigdy nie zjem resztek po swoim dziecku - no chyba, że po godzinie:)




       a tak kiedyś Viki zupkę jadła, więc w sumie to nic dziwnego, że postanowiłam zjeść za nią :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Wierszykowanie

Moją jedną z umiejętności, a w zasadzie łatwości działania jest rymowanie. Kiedyś pisałam wiersze - nawet fajne, miałam jakieś debiuty w lokalnych gazetach, a nawet swego czasu w Mamo to ja - ale to było dawno dawno temu. Niestety nie posiadam nic z tego okresu, bo jak wyprowadziłam się z domu rodzinnego -mój brat wszystko spalił - nie specjalnie - po prostu robił porządki na strychu, na którym stało pudło z moimi skarbami...szkoda, bo tego już nie da się odtworzyć....zmienia się sposób patrzenia na świat i wątpię, że kiedyś jeszcze będę pisała tak jak kiedyś...

Teraz jestem mamą i piszę jak mama - czyli rymowanki dla dzieci. Ostatnio jednak trafiłam na bloga, gdzie bardzo negowano takie proste wierszyki dla maluchów - no chyba, że ja coś nie zrozumiałam. 
Bo nie rozumiem - rymowanki dla dzieci to naprawdę nie dość, że świetna zabawa, to jeszcze możliwość nauki. Słowo rymowane łatwiej wpada do ucha - i wcale nie chodzi by było wyrafinowane - czyżbyśmy zapomnieli o Tuwimie czy Brzechwie - tam chodziło tylko o rymy, bo uważam, że rymy uspokajają. Przynajmniej moją córcię. Ostatnio ma etap wkurzania się na wszystko i wszytskich. Czasem już nie wiem jak reagować - bo każda próba racjonalnego wytłumaczenia tak małemu dziecku, że nie należy tak robić, sprawia, że sama robię się coraz bardziej wkurzona. 
I nagle odkryłam- że wierszyki uspokajają. 
Od małego masując jej nóżki, dla uprzyjemnienia tej czynności recytowałam jej wierszyki, które pamiętałam z dzieciństwa. Potem wpadłam na pomysł - a dleczgo nie tworzyć własnych rymowanek?

I tak powstałą Idzie sobie dziewczynka:




Idzie sobie dziewczynka

policzki ma jak malinka

tu ma nosek

tu ma buzię

tu ma silne rączki w górze

tu ma uszka - jedno - drugie

tu ma oczka

tak ją lubię

tu ma brzuszek

tu ma nóżki

tu przy dłoniach ma paluszki

tymi dłońmi klaszcze sobie -

Jak się ta dziewczynka zowie?





a teraz Viki na koniec woła zadowolona:  Viki duża!


Najfajniejsze jest to, że teraz, mając dopiero co skończone 2 latka, zna już większość części, a wierszyk ten nie dość, że pokazuje to jeszcze recytuje jak umie:)

Dlatego - ja jako mama - polecam rymowanki - oczywiście fajnie jeśli są "edukacyjne" i pomagają naszemu brzdącowi poznawać świat. 

Właśnie takie staram się układać - mam kilka w swoim dorobku, więc już niedługo pojawią się na tym blogu - a Wy sami oceńcie - czy są edukacyjne, czy ogłupiające i odkulturniające :)



środa, 24 kwietnia 2013

Jutro jest zawsze czyste i wolne od błędów...

Tak naprawdę ten blog powstał dawno temu jak miałam tzw. wenę i nieograniczoną niczym chęć działania. Przełożyłam tę chęć działania na różne działania właśnie, które z perspektywy czasu niekoniecznie pozytywnie oceniam. Wyznaję jednak zasadę - 
jeśli sposób Twojego myślenia o przeszłości nie ma wpływu na teraźniejszość - to nie warto rozpamiętywać się i zastanawiać co by było gdyby. Najważniejsze jest to co zrobiliśmy, a nie to co chcieliśmy, co mogliśmy zrobić. I najważniejsze - jutro jest zawsze czyste i wolne od błędów.
Łatwo powiedzieć - trudno zrobić - zwłaszcza jak głowę zaprzątają myśli typu "ALE JA JESTEM DO DUPY" ... ale próbować zawsze można choćby przez usilne powtarzanie sobie pozytywnych myśli. Skoro sposób myślenia ma wpływ na samopoczucie - a jak wiadomo - nasze pozytywne nastawienie do świata sprawia, że świat też odbiera nas pozytywnie - czyli w rezultacie pozytywne nastawienie ma wpływ na otoczenie - wniosek banalnie prosty  - będziemy myśleć pozytywnie - będzie się pozytywnie dziać.

Choć trudno czasem o pozytywne myśli w codziennym życiu, zwłaszcza jak zwykłe codzienne zdarzenia są po prostu wkurzające. Na przykład dzisiaj - zaczęło się od tego, że moja Viki obudziła się całkowicie przemoczona, więc na dzień dobry musiałam ją doprowadzić do ładu. Okazało się, że w domu mam ostatnie dwa pampersy, a z racji, że chodzi do "przedszkola", w którym poprzedniego dnia zużyła cały zapas i musiałam donieść dziś choć jednego - postanowiłam nie zakładać jej nowego - w końcu chodziła już odpamersowana. No i nie minęło pół godziny - po minie i zapachu z przykrością zauważyłam, że zwyczajnie zesrała się w gacie. Nie muszę pisać, że tego zwyczajnie nienawidzę - zrobienie kupy w pieluchę jest w miarę do ogarnięcia, ale zesranie się w gacie - to już wyższa szkołą jazdy i wielki test cierpliwości i opanowania. Nie mogłam się jednak powstrzymać, by pokazać jej tę nieprzyjemną zawartość - na co ona zareagowała mega obrzydzeniem - no nie kumam - obrzydzą ją własna kupa- a co ja mam powiedzieć;)...no, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo...potem było już mniej nieprzyjemnie, ale nadal w podobnym tonie. O dziwo, później zawołała i zrobiła siusiu na nocnik, ale z racji, że łazienkę okupował starszy syn - zapomniało mi się wylać zawartość nocnika - więc wyręczyła mnie w tym Viki. Oczywiście całkowicie przypadkiem - bo w swoim tanecznym szale wpadła na ten nocnik. Zawartość nocnika znalazła się na podłodze i na ubraniu córki - dodam, że ubrana już była do wyjścia, a co najlepsze wszystkie jej rajstopki suszyły się, bo poprzedniego dnia było mega lanie - w gacie oczywiście...ale i to ogarnęłam - i w końcu koło południa ruszyłyśmy do przedszkola. Zastanawiałam się, czy to ma sens w ogóle, ale okazało się, że to było naprawdę miłe popołudnie. Nawet podarcie rajstopek w drodze do auta - bo moje kochane dziecię zwyczajnie się potknęło - nie wyprowadziło mnie z równowagi i z uśmiechem na ustach pojechałyśmy  do "cioci". Miałam ambitne palny pozostawienia dziecia pod opieką właśnie "cioci" Kasi, ale na wejściu Viki postanowiła wyrwać koledze zabawkę i z racji, że jej się nie udało obwieściła to mega płaczem. Postanowiłam więc zostać chwilkę, a z chwilki zrobiły się godziny szczytu i uznałam, że bez sensu jest jechać gdziekolwiek, bo zaraz będę musiała po nią wracać - więc ja również dziś spędziłam popołudnie w przedszkolu i to było bardzo pozytywne popołudnie, mimo, że znowu przesikała się do body, a kolejne rajstopki uwaliła tarzając się w ogródku...tyle, że ja dziś znowu nic nie zrobiłam w temacie tzw. pracy zawodowej, ale pieniądze w życiu to nie wszystko ...




wtorek, 23 kwietnia 2013

Witam mamy !

Witam:) Mamą jestem od lat 13 z kawałkiem. Różnie bywało i nie sposób opisać to w jednym poście. Ale wyznaję jedną zasadę- nie ma co patrzeć wstecz, rozpamiętywać się nad tym co się zrobiło, a czego nie. Najważniejsze jest dziś, a jeszcze ważniejsze jutro. Jeśli coś jest nie tak, to nie ma sensu zastanawiać się, co było tego powodem, a zmienić sposób działania. Z drugiej strony - życie jest jak droga przez góry - ale tak na przełaj - raz wspinamy się na szczyt, a za chwilkę musimy z niego zejść - ale nawet na dole może być ładnie - wszystko zależy od naszego spojrzenia. Od jakiegoś czasu staram się, by było idealnie- i wierzcie mi - nie ma idealnych rzeczy, zdarzeń, działań- ale można je idealnie ocenić - to już zależy tylko od nas. Przecież nawet oceny w szkole czasem nijak mają się do rzeczywistego stanu - ktoś za idealną pracę dostanie zaledwie 3, a z kolei przeciętne dzieło ulubiona nauczycielka wyceni na 6 ;) Tak też jest w życiu - ale czy obiektywnie rzecz biorąc - ma ta jakikolwiek wpływ na tę rzeczywistość?

Ten blog ma być o życiu - przede wszystkim mamy, takiej jaką jestem ja i Wy  - mamy, która jest matką, żoną, kochanką, sprzątaczką, kucharką, a do tego próbuje robić to co robią wszyscy - zarabiać...