środa, 31 lipca 2013

Klopsiki wg Viki

Wczoraj zrobiłyśmy wspólnie obiadek - klopsiki wg Viki


Przepis na pulpety zna chyba każdy, ale przypomnę:




mięso z łopatki wieprzowej mielone 


odrobinkę przez mnie zostało posolone


bo potem do akcji Viki wkroczyła


i dalej już ona w kuchni rządziła;)


ja najpierw składniki przygotowałam


i tylko kucharce je podawałam



Viktoria nawet sama jaja wbijała



a potem wszystko razem wymieszała








a jak ja skorupki wyrzucałam, to troszkę jej się bułka tarta przesypała:)))












ale szybko szkodę naprawiłam i na koniec zioła do farszu dorzuciłam



i wtedy zaczęło się końcowe wyrabianie


a potem farszu wałkowanie







a jak już klopsiki piękne ulepiła, to je na desce sama ułożyła


oczywiście lepić mama pomagała, tak by się córka dobrze "naumiała" :)



 a w międzyczasie wodę zagotowałam, do której troszkę przypraw wsypałam 



pulpety wyszły nam wyśmienicie - zresztą zaraz sami to ocenicie:)))












Nam nie dość, że bardzo smakowało, to jeszcze zabawy miałyśmy niemało:)))






a na koniec bonusik filmowy - jak zrobić klopsiki wg Viki ;)




Smacznego! 






wtorek, 30 lipca 2013

Liczy się każdy z nas - pomagamy Szymonowi Piętko




Dzisiejszy post powstał z potrzeby serca, bo serca dużego tu potrzeba - Naszego serca!

Szymon - bo to dzisiejszy bohater - niedawno skończył 2 latka, a już musi walczyć o siebie zmagając sie z chorobą jaką jest rak siatkówczak.  





Więcej o Szymonie dowiecie się na jego stronie:





Nie znam osobiście małego Szymona, ale sama mam córkę w podobnym wieku i jak tylko usłyszałam, że można pomóc - to postanowiłam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy!





Pomórzmy mu w tej walce - liczy się każda forma wsparcia!





Z pomocą spieszy mu przedszkole, do którego uczęszczał przed diagnozą
 i właśnie dla niego
 już 8 sierpnia w Bydgoszczy organizowany jest festyn  




Jeśli jesteś mamą z okolicy

- udostępnij plakat festynu, 
poinformuj każdego kogo znasz, 
...bo liczy się każdy z nas...

a tutaj wydarzenie na facebooku - zapraszam i Wy również zapraszajcie:)

https://www.facebook.com/events/484881284923456/


Organziatorzy szukają również sponsorów nagród w oraganizowanych konkursach - liczy się każdy drobiazg - dla Szymona organizowane są też aukcje charytatywne, więc na pewno przyda się każde wsparcie !







Gdzie na wakacje z dziećmi - Dolny Śląsk - Złoty Stok

Jakby nie było - połowa wakacji, a ja nawet nie miałam okazji o nich pomyśleć...to może troszkę powspominam - w ramach takiego przewodnika - gdzie można fajnie spędzić wakacyjny czas z dziećmi.

Dawno, dawno temu, jak na świecie nie było jeszcze małej Viktorii, a ja miałam pelną wyzwań pracę...:)... podróżowaliśmy sobie tu i ówdzie w poszukiwaniu miejsc przyjaznym rodzinom.

Moim ulubionym okazała się Kotlina Kłodzka - takie znane-nieznane miejsce. Sama byłam pod wrażeniem, ile atrakcji kryje ta okolica - a w połączeniu z pobliskimi Sudetami to po prostu wakacyjna bomba emocji i wrażeń!

Myślę, że wakacji nie starczy, by opisać to miejsce, a co dopiero zwiedzić:)

...ale gdybym miała kogoś zachęcić do wypadu na to południe Polski to zacznę od Złotego Stoku.

Miasto położone jest u podnuża Gór Złotych - bezpośrednio przy granicy z Czechami - najbliższa miejscowość po stronie czeskiej to Bila Voda w odległości dosłownie kilku kilometrów.

Ale atrakcji znjadziecie w Złotym Stoku tyle, że nie starczy Wam czasu na Czechy - choć, jak wiadamo - do Czech jest za darmo i warto się tam wybrać przy okazji, ale o tym kiedy indziej.

Miejscowość jest  najstarszym ośrodkiem górniczym w Polsce - choć dziś jedyna czynna kopalnia to Kopalnia Złota -



czyli oficjalnie: Muzeum Górnictwa i Hutnictwa Złota:)

Tak, tak moi drodzy - kiedyś w Polsce złoto wydobywano - w samym Złotym Stoku, przez cały okres funkcjonowania kopalni wydobyto około 16ton czystego złota i tak naprawdę to nie do końca wiadomo dlaczego tego wydobycia zaprzestano, ale o tym to już sobie poczytacie na stronach koplani złota.





Co ciekawe - w tej kopalni wydobywano również arszenik. Skorzystaliśmy z niebywałej okazji przepłynięcia łodzią w zalanym korytarzu, gdzie - wg opowieści przewodnika - w wodzie mnóstwo było tej trucizny. Pewnie niejeden mąż zafascynowany ciekawym opowiadaniem, nabrał - niekoniecznie w usta - tej wody, na wypadek bliskiego niezbyt przyjemnego spotkania z teściową - oczywiście okazało się, że jego stężnie w wodzie może co najwyżej spowodować błogi stan ducha:) ...pewnie niekoniecznie ciała;)

My w każdym razie czuliśmy się nie tyle błogo, ile po prostu fantastycznie. Przewodnicy w kopalni wiedzą jak zainteresować grupę, tak by zwiedzanie było zabawne i ciekawe zarazem.




ale po kolei, choć sama kolej była na końcu:)

samo zwiedzanie miało kilka etapów - mi osobiście najbardziej podobał się podziemny wodospad, niestety wilgotność powietrza była tam tak duża, że nie wyszły żadne zdjęcia :(

żeby urozmaicić zwiedzanie, na każdym kroku czaiły się niespodzianki - ta zaczaiła się dosłownie i niejednemu narobiła strachu pojawiając się nagle w ciemnościach

oczywiście potem był już tylko śmiech z wygłupów kopalnianego stworka:)


laboratorium achemika jak widać przypadło do gustu mojemu Jakubowi i tak mu się oczy rozświeciły, że trudno to było potem skorygować;)

w jednym z zakamarków - piec do wytapiania złota

i złota sztabka - przy okazji dowiedzieliśmy się, że westernowe scenki, jak to kowboj zarzuca sobie worek złota na plecy - są nierealne - bo taka tradycyjna sztabka złota jak na foto waży 12,44kg - czyli worek ze 100 sztabkami to ponad 1200kg- trudno byłoby z tym uciekać nawet Pudzianowi :)

 tutaj skarbiec - błyszczący i rozbudzający wyobraźnię, choć jedyne w nim złoto to był złoty kolor

korytarze kopalni były bardzo mroczne i wilgotne - niestety nasz foto-sprzęt nie dawał rady w tych trudnych warunkach i zdjęcia nie oddają niesamowitości tego miejsca - tym bardziej - warto to przeżyć:)



dla urozmaicenia zwiedzania powstała taka ściana z oryginalnymi tabliczkami z zakładów pracy - mi najbardziej podobały się te z czasów PRL-u - a szczególnie ta:)))



oczywiście największą furorę robiły te najbardziej dwuznaczne;)











na koniec, po długich wędrówkach szybami kopalnianymi - przejażdżka jedyną w swoim rodzaju podziemną kolejką, która wywiozła nas z powrotem na powierzchnię

oczywiście nie zabrakło atrakcji dla najmłodszych - czyli pamiątki 

i koniecznie - zabawa w poszukiwaczy złota! 


jak widać - wciąga bez granic;) 

a oto wyniki- trudno ocenić, kto wygrał - ale na pocieszenie "złoto"  można było zabrać na pamiątkę;)

nie obyło się bez wypróbowania - jedynego takiego dupochlastu, czyli...

urządzenia, do chlastania po tyłku:) 
...na szczęście krzywdy tym zrobić się nie da, ale zabawa wyśmienita - zwłaszcza jak udało się zakuć w dyby męża, który nie przeczytał uprzednio instrukcji obsługi...mój się niestety nie dał;)






...podczas przejścia z jednej sztolni do drugiej można było podziwiać niezwykły jar, a w nim...



.... ale o tym następnym razem, bo to kolejny dzień dobrej zabawy na Dolnym Śląsku - a co najważniejsze - zabawy dla całej rodziny :)


poniedziałek, 29 lipca 2013

Wygrana dla chłopaka nie byle jaka;)

Ja nadal bólowo...oj, chyba tak szybko nie odpuści, ale już się z tym pogodziałam i postanowiłam postarać się normalnie funkcjonować jako mama, kobieta - na szczęście jako żona nie muszę, bo jak zwykle mąż w pracy i poza domem przez kolejny tydzień :))))


A jako mama jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie organizowanym przez portal Dziecko. Bardzo się ucieszyłam jak wygrałyśmy - bo do wygrania był komplet ubranek Reserved - wysyłany losowo zestaw dla chłopca lub dziewczynki w określonych z góry rozmiarch  - tak naprawdę żaden na Viki nie pasował, ale ciuchutko miałam nadzieję, że otrzyma coś większego na później, a przynajmniej w wersji dziewczęcej, bo nie wiem jak ona to robi, ale mimo wzrostu 90cm - wchodzi w ubranka 80...a spodenki czasem też z okresu 6 m-cy pasują - ale to chyba raczej kwestia uszycia, niż zdolności nazwijmy to ubraniowo-adaptacyjnych:)))

niestety - po długich oczekiwaniach przyszedł zestaw na chłopca :(
- bardzo fajny i twarzowy jak widać na załączonych obrazkach;)

chłopczyca Viki ma na sobie granatowe spodenki typu bermudy firmy Reserved w rozmiarze 80
oraz w tym samym rozmiarze koszulę w niebiesko-białą kratkę Reserved

krój koszuli bardzo mi się podoba - taka sportowa elegancja;)
zaokrąglone wykończenie dołu sprawia, że bardzo ciekawie wygląda wypuszczona na spodnie
na piersi są dwie łądnie wykończone kieszonki, a mankietey luzacko wywinięte i ozdobione guziczkiem
spodenki to klasyczne bermudy z dwoma naszywanymi kieszeniami z okolicy kolan - podoba mi sie, że w pasie od wewnętrznej strony wszytsa jest gumka do regaulacji za pomoca guziczka i dodatkowo w pasie wciągniety jest sznurek do regulacji

koszula Reserved wg informacji z metki - na 9-12 mc-cy - wg mojej opini starczy zdecydowaniena dłużej, ale to wszytsko zależy po prostu od wielkości dziecka
jak widać krótkie spodenki, które dla rocznego chłopca będa bardziej spodniami - w wieku 2 lat stają się spodenkami za kolana, a pewnie w wieku 4 lat będą szortami:)
kurtka to takie typowe 80-86cm - na moją Viki - idealnie na styk - wyraźnie wiadać jakby była po starszym bracie;)

kurteczka jest bardzo lekka i wygodna - ściagacze w rękawkach, kaptur, zamek błyskawiczny i kieszonki o bokach
w środku siateczka oddychająca

materiał na spodenki to połaczenie lnu z bawełną - wygląda bardzo przyzwoicie
koszula jest bawełniana - typowy dobrej jakości "materiał koszulowy"
kurtka powiedziałabym - "ortalionowa" - cokolwiek to znaczy;) -na metce widnieje: 100% poliester



ubranka trafiają więc na allegro (link do aukcji) - a  ja mam w planach zamiennie kupić coś na moją Viktorię, bo choć te  pasują zrówno wielkościowo - mimo rozmiaru 80 - jak i osobowościowo - Viki bardzo spodobało się, że jest chłopcem, tym bardziej, że jej zainteresowania i zachowania bywją czasami typowo chłopięce - wolę ją w wersji dziewczęcej - jak tu:





a jeśli jakaś mamusia rocznego synusia jest zainteresowana zakupem ubranek - proszę o kontakt - ubranka są bardzo dobrze wykonane - z wysokiej jakości materiałów i z dbałością o szczegóły wykończenia -więcej w opisach na aukcjach -
a -  jak widać -mogą starczyć na długo - Viki ma już 2,5 latka:)


Pozdrawiam serdecznie:)

piątek, 26 lipca 2013

Wycieczka odnawiająca

Wczoraj wybrałam się z przyjaciółką Żanetą  i jej dzieciakami - (15 i 4lata) na przejażdżkę z wizytą u takiej "babci masującej". Babuleńka ma już 92 lata i odkąd każdy pamięta zajmuje się pomaganiem ludziom w różnych problemach zdrowotnych poprzez masaż właśnie. Masaż jest bardzo delikatny, nieinwazyjny - po prostu masuje najczęściej kolistymi ruchami dłoni chore miejsca. Pojechałam do niej, bo wczoraj na dokładkę siadł mi kręgosłup i po prostu uznałam, że jak ona mi nie pomoże to już nikt- bo przecież nie lekarze:) - i choć wrzuciłam usmieszek, to nie żart - lekarz tu nic nie pomorze...

Babcia (choć oczywiście nie jest to moja babcia, ale Ona tak lubi, jak ją wszyscy Babcią nazywają) postawiła mnie na nogi - choć oczywiście nie było to tak, że ból cudownie zniknął - boli nadal, ale zdecydowanie bardziej komfortowo- o ile ból może być komfortowy:)...

Ona jest po prostu niesamowita, bo z precyzją zegarmistrza znajduje na Twoim ciele dolegliwości - nawet takie zaszłe - co oczywiście daje do myślenia. I nie jest to żadna czarna magia, czy przypadek - wiadomo, większość z nas ma problemy  z żołądkiem, kręgosłupem, głową, więc co za problem trafić metodą zgadywania - nie, nie - Ona nie próbuje trafić - Ona trafia idealnie - zarówno mi, jak i Żanecie wymasowała nasze bolączki...szkoda, że jest już taka wiekowa, bo jak sama mówi - pewnie niedługo skończy tę swoją przygodę życia ...
a takich ludzi już nie ma....dziś większość ludowych pseudomasażystów i uzdrowicieli nastawionych jest po prostu na zysk - a Ona skromnie o sobie mówi, że nie jest żadnym cudotwórcą - ma po prostu dar w rękach i skoro go otrzymała, to korzysta z niego jak należy...nie wiem co o tym myślicie - sama przyznam, że kiedyś podchodziłam do tego sceptycznie i mimo różnych problemów nigdy nie korzystałam z tego typu nazwijmy to  "usług", aż przypiliło mnie po urodzeniu mojej Viktorii kiedy to wyskoczyły mi 3 kręgi w okolicy lędźwiowej...biegałam po rehabilitanatch - ale wiadomo jak to jest - jak nie masz nadmiaru kasy, to musisz swoje odczekać - "no... przesiliła się Pani, tak to bywa przy małym dziecku, jak się ma problemy z kręgosłupem...wyskoczyły kręgi...teraz będzie miała Pani z tym  problem już zawsze...troszkę Pani pomogę - (zafundował mi mały masaż)...a tu ma Pani na zabiegi....poszłam się zapisać - a zabiegi za ....pół roku!  ten mały masaż miał mi po prostu pomóc przetrwać do tych zabiegów - a jak ja miałam przetrwać, jak masaż w zasadzie to mi nic nie pomógł, a po kilku dniach było jeszzce gorzej - rokładali ręce, bo tyle chorych ludzi, że nawet jak chciałam prywtanie, to musiałam miniumum tydzień czekać... i wtedy przypomniałam sobie o tej Babci - pojechałam - już po pierwszej wizycie kręgi wskoczyły na swoje miejsce, a ból zniknął- powiedziałabym cudownie -tak, to było po prostu niesamowite! Wtedy już nie miałam wątpliwości, że to Ona jest niesamoiwta! Pojechałam jeszcze do niej drugi raz z moimi przewlekłymi dolegliwościami, a teraz z perspektywy czasu mogłabym powiedzieć, że jej "zabiegi" starczyły mi na 2 lata - bo było to ponad dwa lata temu i przez ten czas mało co się mnie imało:)...a teraz jakby jakieś licho się obudziło - niby żartuję sobie, ale coś w tym jest - może po prostu wynika to  z mojego zbyt intenstywnego myślenia w taki sposób...w każdym razie wczoraj na powrocie zdarzyła się kolejna negatywna w zamiarze, ale na szczęście pozytywna w skutkach sytuacja...

W drodze powrotnej do domu tankowałam paliwo na stacji, pożegnałam się z przyjaciółką, która dalej wracała już swoim autem, a ja z Viktorią ruszyłam do domu. Musiałam tylko zawrócić na skrzyżowaniu...i w tym momencie rozległ się przeraźliwy krzyk Viki - patrzę w lusterko i jej nie widzę - z całym fotelikiem przewróciła się na bok i przesunęła się na drzwi pasażera! Okazało się, że któreś z dzieciaków odpięło fotelik - trudno teraz stwierdzić, czy zrobił to mały urwis podczas zamieszania przy tankowaniu paliwa, czy niechcący starsza siostra podczas odpinania swojego pasa - w każdym razie mogło zakończyć się tragicznie! Wystarczyłoby, że wjechałabym w ten zakręt z większą szybkością - jechałam max 20km na godzinę, a fotelik poleciał na drzwi jakby był lekki jak piórko - gdybym nie ruszała z czerwonego światła, a jechała rozpędzona - wolę sobie nie wyobrażać...

...z drugiej strony taka sytuacja daje do myślenia- w moim przypadku był to niefortunny zbieg okoliczności, ale iluż z nas rodziców wozi dzieci niezapięte w pasy na tylnym siedzeniu, albo trzyma je na kolanach. Siła odśrodkowa jest naparwdę dużą siłą i jak widać nie trzeba wcale wielkich prędkości, by poczuć jej moc.
Nie warto się z nią mierzyć tylko dlatego, że dziecko nie lubi być zapięte w pasy...na szczęście ja nie mam tego problemu z moimi dzieciakami, ale teraz muszę uważać na inne dzieci, które przewożę - szkoda, że nikt z poducentów pasów nie wpadł na to, by zapięcia robić z zabezpieczeniem podobnym jak w fotelikach, tak by młodsze dziecko nie mogło samo odpiąć...


czwartek, 25 lipca 2013

Nie narzekaj, że masz pod górkę, skoro wczodzisz na szczyt...

Za duzo dziwnych zadrzeń, za dużo zbiegów okoliczności - daje do myślenia. Moje życie stało się huśtawką zdarzeń - góra-dół-góra ...no właśnie - góry. Wchodzę na taką jedną w swoim życiu, ale chyba zrobiłam to zbyt pochopnie, zbyt szybko- nie wzięłam odpowiedniego ekwipunku i w połowie drogi okazuje się, że wejście na szczyt jest większym wyzwaniem, niż myślałam...co więcej- stało się niebezpiecznie ekstremalne..teraz mogę albo zejśc na dół - albo przezimować..zaczekać na rozwój zdarzeń i lepszy moment do zdobycia szczytu...tylko wiadomo jak to jest z zimowaniem w trudnych warunkach -  jest niebezpiecznie i trzeba uważać na każdy ruch, bo można po prostu spaść na dół...dokładnie tak wygląda teraz moje życie...wiem, że nikt nie podejmnie za mnie decyzji, a niestety moja myślowa szamotanina odbija się na moim fizycznym zdrowiu...wiem, wiem...każdy z nas czasem znajduje się w takiej sytuacji, a i ja nie raz byłam...ale teraz jest jakoś inaczej- może dlatego, że jestem starsza, bardziej doświadczona przez los i mam wobec siebie większe, a być może nawet za wysokie oczekiwania...kręcę się w kółko i wcale nie przynosi mi to radości, tak jak cieszą się małe dzieci kręcąc się w zabawie wokół własnej osi...bo to jest bardziej zakręcenie niż kręcenie...najgorsze, że sama nie wiem czego oczekuję - wspracia, pocieszenia, użalania się nad sobą - nie, nie! chyba najbardziej potrzeba mi wygadania się...wszak człowiek jest jak gąbka i chłonie wszystko, a nawet małe dziecko wie, że jak się mokrej gąbki nie wyżemie, to zwyczajnie ześmierdnie...ot, człowiek - niedoskonały...trudno się do tego przyznać, przed samym sobą, ale może właśnie o to chodzi...

tylko teraz pozostaje decyzja - zejśc na dół od razu, czy przeczekać ten dziwny okres i ponownie ruszyć na szczyt...a jak już tak sobie abstrakcyjnie kontempluję - to chyba najlepszym rozwiązaneim byłoby dostarczenie ekwipunku przez śmigłowiec ratowniczy :)))).....tylko kto przybędzie na ratunek takiemu malutkiemu człowieczkowi jak ja....



poniedziałek, 22 lipca 2013

Coś się kończy, coś zaczyna...

NIESTETY - mój system wysiada nie tylko technicznie, ale też nazwijmy to na poziomie komórkowym...i pisząc system mam na myśli siebie po prostu - czyli ja i moje otoczenie...oj, mogłabym ponarzekać, bo w sumie jakby nie było - wszystko ostatnio jakby nie tak. Mam nadzieję, że tylko jakby...staram się myśleć pozytywnie, ale chyba jednak muszę sobie odsapnąć, bo już mnie wzięło zdrowotnie i to konkretnie - miałam fajne plany, ale zdecydowałam się na później je odłożyć, bo jak widać nie daję rady - dosłownie...przyznam, że główną przyczyną zaniedbania blogowego konkursu był początkowo uporczywy brak Internetu - już wiem, że problemy mogą jeszcze z tydzień potrwać, bo Pan, który mógłby w 100% pomóc jest aktualnie na urlopie..a póki co wygląda to tak- piszę sobie piszę i nagle wszytsko tracę, bo przy wysyłaniu ukazuje się, że nie ma neta..

ale do tego wzięło mnie chorobowo i to konkretnie...lekcewarzyłam sobie tygodniami pewną dolegliwość i teraz chyba sobie narobiłam tzw. ambarasu:(...dziś łatwiej chyba byłby mi powiedzieć co mnie nie boli, bo mniej tego...staram się myśleć pozytywnie - zawsze wszystkim to dookoła powtarzałam, a teraz mam okazję przetestowac ten system na sobie:) - na szczęście humor mi dopisuje, więc jest nadzieja:)

W każdym razie postanowiłam przełożyć moje konkursy, bo nie jestem w stanie w tej chwili fizycznie tego obrobić - zastanawiałam się długo jak widać nad decyzją - no, ale niestety ...siła wyższa górą...latam ostatnio od lekarza do laboratorium i w końcu dziś zebrałam się, by napisać kilka słów wytłumaczenia, bo jednak trwa to dłużej niż myślałam...mam zamiar gdzieś wyjechać, odpocząć od wszystkiego, zregenerować siły - na pewno jak się pozbieram technicznie i fizycznie - wracam do mojego konkursu:)

Oczywiście pierwsze zadanie-pytanie zostaje nagrodzone - i po długim rozważaniu - bo wszystkie odpowiedzi jakże kreatywne:) - zdecydowałam, że nagrodę otrzymuje Monika, którą proszę o kontakt - najlepiej  przez wiadomośc na FB

Gratuluję!

Przeparaszam, że tak bez fanfarów, ale jak tylko znajdę więcej sił witalnych, to wyskrobię coś bardziej kreatywnego:)

Pozdrawiam serdecznie :)






czwartek, 18 lipca 2013

Neta mi wciąż wcina - i to jest przestoju zabawy przyczyna:((((

Mam nadzieję, że w końcu się unormowało, bo od kilku dni mam mega problem z Interenetem - nie musze chyba dodawać, że szlag mnie trafia...no ale dodałam, żeby nie było niedomówień;)



W każdym razie przeparszam najmocniej wszystkich zaglądajcych za zabawowe przestoje i postaram się to szybciutko nadrobić:)

...ale już nie dziś:)

dobrejnocki:)

ps.mam nadzieję, że jutro będę miała nadal łączę z Wami - Mamami:)



wtorek, 16 lipca 2013

Jak się paluszki nazywają - moje wierszyki podpowiadają:)

Witam wtorkowo:)

Troszkę u nas wakacyjnie, więc na blogu też będzie na luzie. Jak ktoś tam troszkę o mnie podczytał, to wie, że lubię rymować. Swego czasu stworzyłam nawet taką serię wierszyków edukacyjnych - znają je tylko najbliźsi, ale pomyślałam, że jak już wierszykuję to od czasu do czasu na moim blogu je pokazuję;)

Ten krótki wierszyk o plauszkach pomoże Twojemu dziecku nauczyć się je nazywać, a dodatkowo nauczy numerować:




10 paluszków u rączek mam dwóch



taki ze mnie bystry zuch





Mały palec oraz drugi
będą tańczyć ługi-bugi

Drugi serdecznym jest nazywany 
 na niego obrączkę zakładamy;) 






dalej trzeci jest - środkowy - wyższy niż reszta o pół głowy;)






za środkowym palec czwarty
 a ten czwarty - dużo warty
mą ochotę pokazuje wtedy mama mi kupuje



wiecie jak się go nazywa?
- wskazujący - bo nim bywa






piąty palec troszkę mniejszy, ale za to najważniejszy



kciukiem go nazywamy, a dzięki niemu chwytamy!






wiem , wiem, że wg terminologii  numeracja jest na odwrót - ale w tym wierszyku chodzi o zabawę  i chciałam jak najłatwiej opisać dzieciaczkom o co chodzi w tych paluszkach, a jednocześnie nauczyć numerować  - pierwszy, drugi, trzeci czwarty i piąty - kolejne - przy następnej okazji :)

Pierwotnie paluszki w moim wierszyku były tylko "numerowane", ale jak dziś  postanowiłam go Wam zaprezentować pomyślałam, żeby dodać też nazwy paluszków - mam nadzieję, że się Wam spodoba i będziecie wyliczać razem z dziećmi:)

Troszkę jak widać zakłócony jest rytm wiersza, ale wszystko dlatego, żeby jak najtrafniej opisać nazwy palców - może kiedyś to dopasuję i będzię idealnie w rytmie:)



A dzisiejszy wierszykowy wpis jest nie bez przyczyny - dziś ostatni dzień na pierwsze KKK w którym można wygrać wspaniały zestaw drewnianych figurek - już jutro nowe pytanie, w którym będzie rymowanie!!!