czwartek, 23 lutego 2017

Ogarnij się

Ogarnij się!

Weź się w garść!

Zgraj się z czasem, bo go marnujesz!

Uwielbiam siebie za to, że jestem tak zorganizowana, że co dzień rano zasypuję swoje myśli takimiż oto  mało motywującymi sloganami:)

Też tak macie?

Rano budzik nastawiony na dziewiątą. Pięć minut drzemki. Raz, drugi, trzeci - spoglądam na wyświetlacz - minęła godzina, pamiętam tylko trzy razy przesuwałam po ekranie przycisk ODŁÓŻ.

pięć minut drzemki



Szybka analiza matematyczna - było 2 razy tyle, a może więcej...intensywny tok myślowy pojawiający się z rana w głowie w końcu powoduje, że szeroko otwieram oczy i dopuszczam do swojej głowy myśl- znowu przesadziłaś, znowu nie dasz rady zrobić to, co chciałaś, a chciałam z rana doczytać książkę, którą koniecznie mam dziś oddać.



Nie przeczytam.

Ostatnie kilkadziesiąt stron. Wiadomo- najważniejsze.

Najwidoczniej, nie było mi pisane doczytać.


Takie motywujące pocieszenie. Kilka myśli typu - a co tam się przejmujesz, skoro nie wstałaś, znaczy, że nie miałaś ochoty, dlaczego masz robić rzeczy, na które nie masz ochoty. Przecież to niedorzeczne...


W końcu  wstajesz. Woda na kawę. Mleko na płatki.


 Spoglądasz na zegar mikrofalówki, która niskim dźwiękiem oznajmia, że działa. Sekundy na wyświetlaczu zmieniają się bardzo powoli.

 Jak to jest, że przed chwilą godzina minęła jak oka mgnienie, a minuta wlecze się w nieskończoność.




Dzieścia lat temu odkryłam prawidłowość, że czas nie rządzi się żadnymi prawidłowościami.

Owszem, sekunda zawsze trwa sekundę, dzień 24 godz., a rok minimum 365 dni.



Do odczuwania czasu ma się to nijak.
Dlaczego jeszcze nikt nie napisał dzieła na ten temat, nie dostał Nobla, że czas to nie tylko tykania zegara, że to nie tylko pieniądz - to przede wszystkim wrażenie jego upływu, a my lekceważąc to czasem zaczynamy żyć poza czasem:)






Hmmm....dziś wszyscy się nad tym zastanawiają...lata temu, jak filozofowałam na ten temat, patrzono na mnie jak na dziwadło. Dziś każdy widzi, że coś nie tak z tym liczeniem czasu, że o czymś zapominamy w pogoni za jego ulotnością.




A co jeśli można go mieć kontrolę nad jego rozszerzaniem...?



Pewnego dnia mnie olśniło.

Czas jest jak roleta. Taka harmonijkowa. 


Możecie ją rozwinąć na całe okno, albo zsunąć do odpowiedniej wysokości. Wszystko zależy od tego ile chcecie zobaczyć za oknem, ile chcecie odczuć.



Jednak zawsze ta roleta ma jakąś długość, Taka tradycyjna to około 100cm. Tyle ma jak się ją rozciągnie na całą wysokość szyby okna.

Załóżmy, że właśnie tyle ma Twoje życie. 
Jest rozciągnięte idealnie na całej płaszczyźnie Twojego trwania.


roleta czasu


Ale nagle słyszysz odgłos za oknem i chcesz sprawdzić, cóż to takiego.
Ściągasz roletę w dół. Ona nadal ma 100cm, ale zajmuje tylko 1,4 powierzchni okna.


różne momenty życia


To ten moment, kiedy się spieszysz. Chcesz coś złapać, potrzebujesz na to określonego odcinka czasu, a nagle okazuje się, że nie złapałeś tego, co chciałeś, a czasu minęło dwa razy tyle niż zakładałeś.



No tak, ale ile zobaczyłeś, ile doświadczyłeś, ile zobaczyłeś za tym swoim oknem życia...




Rozumiecie już?










1 komentarz:

  1. Ogarnę się, codziennie nad tym pracuję :-) nie jestem dla siebie zbyt surowa :-)

    OdpowiedzUsuń